Dwóch chłopców w grupie „Pingwinków”. Walczą udając „Power Rangers” i „Star Wars” w jednym. Wszystko ok- bawią się. Potem Maciek swoją kosmiczną mocą popycha Adasia, a ten nie wyrobiwszy z akrobatycznym unikiem jaki zaplanował- ląduje głową w dół. Ałua…
Nie płacze. Siada na pluszowym wielkim żółwiu i łapie się za głowę:
Maciek: I co teraz Adaś?
Adaś: Nie wiem… Boli mnie głowa…
Maciek: Co mogę zrobić, żeby ci pomóc?
Adaś: Podmuchać.
Maciek dmucha.
Adaś: I pociumać.
Całuje.
Mają po 4 lata i o niebo lepiej wiedzą to, czego dorośli nie mogą dojść czasami przez całe życie. Na przykład ja.
Ostatnio na zajęciach z psychoonkologii wertowałam to trudne zagadnienie przez wieeeele godzin, pełnych najcięższych historii. A tu proszę-dwa 4-latki bez ani jednego dyplomu i jaki komfort działania!
Ja czasami jestem zwyczajnie zmęczona sytuacją pomocową. Może dlatego, że silę się na cud i geniusz i co tylko niemożliwe , a może dlatego, że jestem czasami przepracowana?
Dziwny toto zawód: pomocnik. Czasami wolałabym, by dziecięca definicja mojego zajęcia była zgodniejsza z prawdą: psycholog- ten, co holuje psy. Ale niech to może lepiej zostanie w sferze hobby.
Ale dzisiejsi bohaterowie walk międzygalaktycznych pokazali mi, że nie muszę tak ostro kombinować, by być dobrą tym w działaniu.
Jak ci mogę pomóc?
ps. Taki film jest...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz